Greckie media ogłosiły już, że Sławomir Peszko doszedł do porozumienia z Panathinaikosem Ateny i w nowym sezonie zagra właśnie w tym klubie. – To są nieprawdziwe informacje – powiedział jednak prawoskrzydłowy Lecha Poznań.

Peszko od zakończenia sezonu ma spory ból głowy – odejść z zespołu mistrza Polski, czy zostać? Z jednej strony kusi go perspektywa występów w Poznaniu na nowym, 40-tysięcznym stadionie, walka z Kolejorzem o Ligę Mistrzów, no i nowy – bardzo wysoki, jak na polskie warunki kontrakt. W klubie zagranicznym miałby jednak możliwości dalszego rozwoju, a przede wszystkim zarobiłby więcej niż w Polsce. – Nic dziwnego, że ruch transferowy wokół Sławka jest spory. Ze względu na niską kwotę odstępnego w kontrakcie zachodni klub niewiele ryzykuje, ściągając go do siebie – przyznaje dyrektor sportowy Lecha Marek Pogorzelczyk.Ta kwota odstępnego, to 500 tysięcy euro. Z pewnością nie przeraża ona większości klubów z silnych lig europejskich. Peszko początkowo rozpatrywał przede wszystkim oferty z Niemiec. Potem zaczęły dochodzić inne kluby – przede wszystkim tureckie i greckie.

Z tego ostatniego kraju największe zainteresowanie wykazał Panathinaikos, ale Peszko dementuje informacje, że przesądzony jest jego angaż w Atenach. – Takie same rozmowy, jak z nimi, toczyły się również z kilkoma innymi klubami. Chodzi o niemieckie Wolfsburg i Bayer, a także choćby Zenit, czy Köln i Frankfurt. I mógłbym tak wymieniać – uśmiecha się reprezentant Polski..